Przeglądając książki z działu literatury górskiej możemy zauważyć, że większość tytułów dotyczy wielkich wypraw, wielkich nazwisk i wielkich wyczynów. Książki opowiadające górskie historie zwykłych ludzi są raczej rzadkością. Mnóstwo tego typu opowieści możemy natomiast znaleźć w sieci na różnego rodzaju blogach. Darek Kujawski zdecydował się przełamać ten trend. Opowiadania ze swoich górskich wypraw wydał właśnie w formie książki, którą nazwał “Alpy na wariata. Pierwsze szczytowanie”. I bardzo się z tego cieszę, bo gdyby umieścił je tylko w sieci to najpewniej nigdy bym na nie nie trafił. A trzeba przyznać, że są to historie zdecydowanie warte przeczytania.

“Alpy na wariata. Pierwsze szczytowanie”

“Alpy na wariata. Pierwsze szczytowanie” to w praktyce cztery opowiadania, poprzez które autor dzieli się z nami swoimi przeżyciami i przemyśleniami z alpejskich wyjazdów. Każdy rozdział stanowi oddzielną historię. W zasadzie łączy je tylko osoba Darka i jednego z jego towarzyszy oraz to, że wszystkie miały miejsce w Alpach. W każdym z opowiadań znajduje się także główny bohater, którego imię poznajemy już z tytułu rozdziału.

Jedna książka, cztery historie

W pierwszej historii czytelnik przeniesie się z autorem w rejon Mont Blanc, a konkretnie na drogę 3M (fran. Les Trois Monts) prowadzącą na Dach Europy przez szczyty Mont Blanc du Tacul i Mont Maudit. Droga 3M to jeden z najtrudniejszych i najbardziej niebezpiecznych wariantów wejścia na Mont Blanc, oczywiście biorąc pod uwagę tylko drogi turystyczne. Jej niezbyt dobra opinia wynika m.in. z obecności wiszących seraków, które dość regularnie spadają do podstawy ściany Mont Blanc du Tacul. Nie chcąc zdradzać szczegółów powiem tylko, że o serakach wspominam nie bez powodu. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej, zapraszam do lektury.

Alpy-na-wariata-Mont-Blanc

Druga podróż w którą zabierze nas Darek ma miejsce w Alpach Julijskich, a jej główną bohaterką jest… Krysia. Kobieta o specyficznym charakterze, która trafiła na zbyt wymagający dla siebie wyjazd. W tej historii Darek na przemian raczy nas opowieściami z Krysią w roli głównej oraz opowiada o zdobytych w trakcie wyjazdu szczytach. Najczęściej bez udziału Krysi… Kolejne wyprawy to Matterhorn i Grossglockner. O nich nie będę już tyle pisał, bo mam wrażenie, że mogę Wam zdradzić zbyt wiele. Wspomnę tylko, że czytając historię z Grossglocknera dziwiłem się, że taka sytuacja może się wydarzyć na wspólnym wyjeździe w góry.

Alpy-na-wariata-Alpy-Julijskie

Recenzja

Trzeba przyznać, że książka napisana jest w bardzo ciekawy sposób. Autor bez wątpienia ma talent pisarski. Znacznie większy niż mój i wielu innych osób prowadzących w sieci różnego rodzaju strony i blogi. Opisy wyjazdów, przemyślenia autora i jego odczucia są podawane w przyjemny i przystępny sposób. Ani przez chwilę nie odczułem zmęczenia lekturą. W książce znajdziemy także bardzo dużo fotografii, które wspomagają wyobraźnię czytelnika. Aktualnie marnie u mnie z czasem i z reguły jestem zajęty wieczorami. Książki czytam najczęściej jadąc i wracając z pracy, ale w przypadku tytułu “Alpy na wariata. Pierwsze szczytowanie” nie mogłem się powstrzymać i czytałem także wieczorami, trochę zaniedbując inne obowiązki.

Zobacz także:

Do tego muszę się przyczepić

Nie mogę jednak powiedzieć, że książka ma same zalety. O ile Darek świetnie pisze, to do jego zachowania w górach mam kilka uwag. Daruję sobie komentarz na temat zabrania przez niego zbyt krótkiej liny na Mont Blanc, bo w końcu tytuł książki to “Alpy na wariata. Pierwsze szczytowanie”. Muszę się natomiast przyczepić do podejścia autora do słabszych współtowarzyszy. Darek dość często decydował się jeździć z niesprawdzonymi osobami. I niestety, gdy te osoby niedomagały, zdarzało mu się zostawiać je samym sobie, nie mając pewności, że cali i zdrowi wrócą do bezpiecznego miejsca. Bardziej zależało mu na wejściu na szczyt. Osobiście bardzo nie lubię i nie akceptuję takiego zachowania w górach. W książce tego typu sytuacje miały miejsce na Mont Blanc oraz w Alpach Julijskich. Poniższy cytat to fragment historii z wyjazdu do Słowenii.

“Križ rozświetlał jaskrawe promienie słońca. Pomimo wysokości suche powietrze było gorące. W dole, u samej podstawy góry, dostrzegłem nasz Bivak. Z tej odległości był ledwie widoczny. Zlewał się barwą z otoczeniem i wyróżniał tylko charakterystycznym kształtem. Dostrzegałem kogoś w jego pobliżu, ale było za daleko, żeby rozpoznać poruszającą się postać. Miałem nadzieję, że to Krysia wróciła bezpiecznie i odpoczywa w słońcu”.

Chwilę wcześniej Darek kazał Krysi zawrócić, bo nie dawała rady na podejściu. To była słuszna decyzja, bo dalej droga była tylko trudniejsza. Uważam jednak, że w tej sytuacji należało odprowadzić zmęczoną współtowarzyszkę do bezpiecznego miejsca, a nie tylko mieć nadzieję, że wróci bezpiecznie. Oczywiście nie wszyscy muszą się ze mną zgodzić, ale takie jest moje zdanie. W tym miejscu muszę jednocześnie dodać, że gdy w trakcie wyjazdu na Grossglocknera jeden z jego współtowarzyszy faktycznie znalazł się w tarapatach, Darek stanął na wysokości zadania.

Czy warto?

Książka jest bez wątpienia ciekawą pozycją, którą mogę Wam polecić. Inspiruje do górskich wyjazdów i bardzo przyjemnie się ją czyta. Nie korzystajcie z niej natomiast jak z poradnika, bo możecie wpakować się w tarapaty. No chyba, że także chcecie zdobywać “Alpy na wariata”. Książkę wydało Wydawnictwo Poligraf. Można ją nabyć w wielu dobrych księgarniach internetowych.

Komentarze


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.