fbpx

Supermaraton Gór Stołowych to wydarzenie organizowane od lat. Tegoroczna edycja była jednak inna niż wszystkie dotychczasowe. Przyczyna to oczywiście panująca w Polsce od dłuższego czasu epidemia COVID-19, przez którą wiele imprez biegowych w ogóle nie mogło się odbyć.

Na szczęście w przypadku Supermaratonu Gór Stołowych 2020 organizatorom udało się uzyskać zgodę na bieg, choć wiązało się to z wprowadzeniem sporej ilości zmian. Zmodyfikowany został m.in. przebieg tras, formuła startu czy organizacja biura zawodów i bufetów. Zwiększone zostały także limity czasowe. Zmian zapewne było znacznie więcej, ale powyższe to te najważniejsze z punktu widzenia biegaczy.

Supermaraton Gór Stołowych 2020 – edycja COVID-19

Supermaraton Gór Stołowych to w praktyce 3 biegi, które klasycznie odbywają się na dystansach 54 km, 21 km oraz 4 km. Pierwsza z tras prowadzi zarówno po terytorium Polski, jak i Czech. W związku z czasowym zamknięciem granic, organizatorzy musieli więc zmodyfikować trasę biegu, tak aby, prowadziła tylko po polskiej stronie granicy. W efekcie najdłuższa trasa została skrócona do 50 km. Przy okazji zmieniono także trasę półmaratonu i wydłużono ją do 23 km. Czy nowe trasy były ciekawsze od pierwotnych? W mojej ocenie nie, ale rozumiem potrzebę wprowadzenia zmian. Mam jednak nadzieję, że w przyszłym roku Supermaraton Gór Stołowych wróci na swoje tradycyjne tory.

supermaraton-gor-stołowych-trasa

Kolejna istotna zmiana to rezygnacja ze wspólnego startu. Było to konieczne, aby zapobiec gromadzeniu się zbyt dużej ilości osób w jednym miejscu i czasie. Biegacze wychodzili na trasę pojedynczo w 10 sekundowych odstępach. Zmieniono ponadto organizację pracy biura zawodów, co w sumie wyszło na plus, bo działało bardzo płynnie. W poprzednich latach z reguły po odbiór pakietu trzeba było odstać swoje w kolejce. W tym roku wszystko odbywało się na bieżąco.

Trasa SGS Light 23 km – relacja z biegu

Zdecydowałem się na bieg na dystansie 23 km. Wersja ultra niestety jeszcze nie jest dla mnie, ale może w przyszłym roku? 🙂 Na kilka dni przed biegiem musieliśmy zadeklarować o której godzinie orientacyjnie chcemy wystartować. Na każdą z dostępnych godzin był określony limit osób. Wraz ze znajomym stwierdziliśmy, że chcemy trochę dłużej pospać, więc zapisaliśmy się na start na godzinę 9:03. Dojazd i odbiór pakietów poszły natomiast tak sprawnie, że już o 8:45 byliśmy gotowi – po rozgrzewce, ubrani i zawiązanymi butami. Start biegaczy również odbywał się bardzo sprawnie, więc mogliśmy ruszyć na trasę już o 8:54.

Zobacz także:

Karłów – Pasterka

Cała trasa była poprowadzona bardzo ciekawie. Najpierw z Karłowa ruszyliśmy w stronę Błędnych Skał, gdzie czekał na nas pierwszy podbieg. Potem można było trochę odpocząć, bo trasa biegła albo w dół, albo po płaskim. Biegi górskie mają jednak to do siebie, że to co zbiegniesz, zapewne za chwilę będziesz musiał podbiec albo podejść. Tak było i tym razem. Kółko kończyło się bowiem kolejnym stromym podejściem pod Błędne Skały. Następnie czekał nas dłuższy zbieg i kolejny podbieg w stronę Pasterki, gdzie zorganizowano pierwszy punkt odżywczy.

Punkty odżywcze to kolejny element biegu, który został dość mocno zmieniony. Po pierwsze punktów było znacznie mniej – na trasie ultra 3, a na trasie light tylko 1. Ograniczono ponadto liczbę osób, które jednocześnie mogły przebywać na obszarze punktu. Oprócz tego każdy biegacz musiał mieć założoną maseczkę lub chustę na twarz i zdezynfekowane ręce, o co dbali obecni na miejscu wolontariusze. Do picia była woda i izotonik, a do jedzenia niestety same słodycze.

Organizatorzy zastrzegali, że wszystko będzie w zamkniętych opakowaniach, ale liczyłem, że znajdzie się coś ciekawszego do jedzenia. Niestety były prawie same cukierki, ciastka i batony. Te w czekoladzie już dość mocno roztopione przez spory upał, który przez cały weekend towarzyszył biegaczom i organizatorom. Miałem nadzieję na kilka kawałów soczystego arbuza w zamkniętym opakowaniu, ale musiałem obejść się smakiem. Tak czy siak nie przyjechałem tutaj dla jedzenia, więc wziąłem 2 cukierki, napełniłem butelki i ruszyłem dalej.

Pasterka – Karłów

Druga część trasy była znacznie trudniejsza od pierwszej. Przynajmniej dla mnie. O ile do Pasterki miałem całkiem przyzwoity czas, tak później moje tempo znacznie spadło. Za punktem odżywczym czekał nas dość długi zbieg po krętych i wąskich ścieżkach, a następnie bardzo długi i męczący podbieg, a raczej podejście. W tym miejscu załapał mnie spory kryzys. Musiałem nawet usiąść na chwilę, żeby uspokoić serce, które w pewnym momencie prawie wyskoczyło mi z klaty.

Na szczęście odpoczynek pomógł i byłem w stanie ruszyć dalej. Supermaraton Gór Stołowych 2020 na trasie Light 23 km ukończyłem chwilę po 13, więc czas kiepski, ale i tak cieszyłem się z dotarcia do mety. Upał, trudna technicznie trasa i ostatni bardzo długi podbieg dały mi ostro w kości. Jeśli chcielibyście zobaczyć jak dokładnie wyglądał przebieg trasy SGS Light w wersji COVID-19, to zapraszam do obejrzenia filmu.

Supermaraton Gór Stołowych 2020 – podsumowanie

Jestem całkowitym amatorem, więc w trakcie biegu walczyłem tylko o fajną zabawę. Na wszystkich trasach były natomiast także osoby, które do wydarzenia podeszły ze znacznie większymi ambicjami, czego efektem były ich kapitalne czasy. Największą robotę wykonał Andrzej Witek, który zwyciężył na trasie Ultra 50 km. Andrzej ukończył bieg w kapitalnym czasie 04:25:38 mając 27 minut przewagi nad drugim z zawodników. Z kolei na trasach Light 23 km oraz Labirynt Run 4 km triumfował Pavel Brýdl uzyskując czasy 01:57:16 oraz 00:20:34.

Komentarze


0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Inline
Zaciekawiła Cię strona Górsko? Jeśli tak, pomóż mi w jej rozwoju! Nie musisz robić wiele. Wystarczy, że polubisz fanpage Górsko na Facebooku. Pozdrawiam i z góry dziękuję!