Szlak Orlich Gniazd rowerem. Zamku Pilcza w Smoleniu

W poprzedniej części relacji zwiedzaliśmy szlak Orlich Gniazd rowerem w województwie śląskim. Podzamcze było naszym ostatnim przystankiem w tym regionie. Kolejnego dnia przyszła pora na małopolskę…

Szlak Orlich Gniazd rowerem

Liczyłem, że drugiego dnia trasa będzie łatwiejsza. Zwłaszcza, że do pokonania mieliśmy około 100 km. Okazało się jednak, że na leśnych ścieżkach spędzimy jeszcze więcej czasu niż dnia poprzedniego. Normalnie bym się z tego cieszył, gdyby jednak nie to, że mieliśmy coraz mniej czasu, a jazda w terenie jest znacznie bardziej czasochłonna, niż szosą. No cóż Szlak Orlich Gniazd rowerem, to nie najłatwiejsza wycieczka jak na początek sezonu rowerowego… Nie mieliśmy jednak innego wyjścia, więc naciskając mocno na pedały pokonywaliśmy kolejne kilometry, aż dojechaliśmy do naszego pierwszego przystanku Zamku Pilcza w Smoleniu.

Zamek Pilcza, Dolina Wodąca i Zamek w Bydlinie

Ruiny zamku Pilcza prezentują się dość okazale. Obiekt składa się z dwóch części – zamku górnego i dolnego. Część dolna jest obecnie zamknięta, ale turyści mogą zwiedzać zamek górny. Bilet wstępu kosztuje 7 zł (normalny) lub 5 zł (ulgowy). Niestety ponownie nie specjalnie jest gdzie zostawić bezpiecznie rower. Na szczęście podczas naszej wizyty na zamku były pustki, więc jednoślady tylko przypięliśmy do siebie i po prostu mieliśmy na oku.

Kolejnym miejscem przy którym przystanęliśmy na chwilę jest znajdująca się kawałek dalej Dolina Wodąca. Spędziliśmy tutaj w zasadzie tylko chwilę. Brak czasu kazał nam biec dalej. Jeśli Wy mielibyście go więcej, warte uwagi w dolinie są Skały Zegarowe, będące jednym z większych i bardziej malowniczych zespołów skalnych Jury oraz grupa skalna Biśnik z ciekawymi, ale obecnie niedostępnymi dla zwiedzających jaskiniami.

Następny przystanek podczas naszego wyjazdu na Szlak Orlich Gniazd rowerem to Zamek w Bydlinie. Dojeżdżamy do niego poruszając się prawie cały czas lasem. W jednym miejscu również po bardzo rozjeżdżonej i błotnistej drodze. Ewidentnie jeździły tędy jakieś ciężarówki. No cóż… trzeba mieć nadzieję, że po skończonych pracach ten fragment zostanie poprawiony, bo obecnie wygląda tragicznie.

Zamku nie widać ze szlaku, ale kierują do niego tablice informacyjne znajdujące się zaraz przy drodze. Mówiąc szczerze nie specjalnie jest co zwiedzać. Z zamku po prostu niewiele zostało…

Zamek w Rabsztynie i Olkusz

Z Bydlina do kolejnego zamku, który mieści się w Rabsztynie jest dość spory kawałek. Do przejechania mamy około 16 km, w większości leśnymi i polnymi drogami. To powoduje, że na miejsce docieramy późno i do tego dość mocno zmęczeni. Praktycznie większość podjazdów podprowadzaliśmy rowery. Eh… trzeba było wcześniej mocniej poćwiczyć.

Zamek w Rabsztynie widać z drogi. Ruiny są naprawdę spore, więc ciężko ich nie zauważyć. Co ciekawe, w końcu mamy gdzie bezpiecznie zostawić rowery. Zaraz przed wejściem do zamku znajdują się stojaki do których możemy spokojnie przypiąć jednoślady. Wstęp do zamku jest płatny, ale kwota jest niska. Koszt biletu normalnego to 4 zł, a ulgowego 2 zł. Niestety nie mieliśmy czasu na zwiedzanie zamku od środka, a szkoda, bo ponoć jest co oglądać. 

Jeśli interesują Was ciekawostki, warto wiedzieć, że w zamku mieściła się niegdyś hodowla lwów. Zwierzęta były własnością Stefana Batorego. Ruiny zamku możemy zobaczyć w filmie “Karol. Człowiek, który został papieżem”.

Z Rabsztyna do Olkusza szlak znów prowadzi bocznymi ścieżkami. My jednak trochę oszukaliśmy. Byliśmy już mocno zmęczeni, a do tego robiło się coraz później. Wybraliśmy więc najkrótszą możliwą trasę i zwykłą szosą skierowaliśmy się w stronę Olkusza, gdzie dojechaliśmy późnym popołudniem. Po dwóch dniach spędzonych w polach, lasach i małych miasteczkach, Olkusz był pierwszą większą miejscowością, którą odwiedziliśmy od wczoraj. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy, jak szybko może odzwyczaić się od głośnych dźwięków miasta…

Krzeszowice i Kraków

W Olkuszu poczuliśmy już, że powoli zbliżamy się do końca. Chociaż w praktyce do przejechania mieliśmy jeszcze 50 km, to mimo wszystko byliśmy już blisko Krakowa, co pozytywnie wpływało na psychikę.

Wyjazd z Olkusza nie był jednak najłatwiejszy, ze względu na kiepskie oznaczenie trasy. Trochę się pogubiliśmy, ale dzięki nawigacji daliśmy radę. Początkowo droga znów prowadziła leśnymi i polnymi ścieżkami, ale potem było już tylko lepiej. Większa część szlaku wiodła po asfalcie i do tego z górki. Nawet nie wiem, kiedy pokonaliśmy te 20 km pomiędzy Olkuszem, a Krzeszowicami. Cięższy podjazd był w zasadzie tylko jeden, we wsi Paczółtowice. Potem znów z górki. Po drodze zrobiliśmy jeden przystanek, zatrzymując się w Czernej przy Źródle św. Eliasza zwanym również Źródłem Miłości. Legenda głosi, że kto napije się ze źródła i obejdzie je dookoła, znajdzie prawdziwą miłość.

Po dotarciu do Krzeszowic, praktycznie od razu ruszyliśmy w dalszą drogę do Krakowa. Planowaliśmy zatrzymać się jeszcze przy Zamku Tenczyn, ale nie mieliśmy już czasu. Noc nadchodziła dużymi krokami, więc jak najszybciej, nawet bez robienia zdjęć pędziliśmy do Krakowa.

Do mety dotarliśmy bardzo późno i ostatkiem sił, ale udało się. Nie jesteśmy z Andżeliką rowerowymi wyjadaczami, więc te ponad 181 km dało nam ostro w kość. Zmęczenie było ogromne, ale satysfakcja jeszcze większa 🙂 Gdybym jednak jeszcze raz miał planować wyjazd, to rozłożył bym go na 3 dni, tak aby móc lepiej zwiedzić wszystkie warte odwiedzin miejsca.

Polecam także

Artykuł o Szlaku Orlich Gniazd składa się z trzech wpisów. Obecnie czytasz część trzecią. Zobacz także:

  1. Szlak Orlich Gniazd, czyli jak wypocząć aktywnie w otoczeniu historii i przyrody
  2. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Jednośladem przez śląskie
  3. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Jednośladem przez małopolskę

Komentarze