Niegdyś uznawany za najwyższy w Tatrach, chociaż faktycznie do tego miana brakuje mu ponad 150 metrów. Nadal i bezsprzecznie pozostaje natomiast najważniejszym szczytem Słowacji. Narodowa góra naszych sąsiadów, której symbol znajduje się na ich fladze. O jakim szczycie mowa?

Narodowa góra Słowaków

Krywań, bo oczywiście jego dotyczy wstęp, leży w Tatrach Wysokich i wznosi się na wysokość 2494 m n.p.m. Łatwo go rozpoznać po charakterystycznie zakrzywionym wierzchołku. To właśnie od tej krzywizny, góra wzięła swoją nazwę. A wiedzieliście, że Krywań to nie tylko szczyt? Tak samo nazywa się również pasmo, które zaczyna się jeszcze przy granicy z Polską. Grzbiet pasma Krywania odgałęzia się od głównej grani Tatr w Cybrynie. Mierząc około 10 km jest największą boczną odnogą Tatr Wysokich.

Szlak na Krywań

Na Krywań wybraliśmy się w pierwszy weekend sierpnia. Większość osób startuje z reguły w Szczyrbskim Jeziorzie (słow. Štrbské pleso) lub Trzech Studniczkach (słow. Tri studničky). Nie mieliśmy z Andżeliką jeszcze okazji odwiedzić Szczyrbskiego Jeziora, więc wybraliśmy wariant pierwszy. Samochód można zostawić na dużym parkingu w centrum. Na plac kierować będzie znak „centralne parkovisko”. Koszt parkowania to 5,5 Euro za cały dzień, więc nie jest wygórowany. Zostawiamy auto i kierujemy się najpierw w stronę jeziora. W godzinach porannych raczej nie spotkamy zbyt wielu osób, ale popołudniu miasteczko zapełnia się ludźmi. Na około jeziora prowadzi przyjemna ścieżka spacerowa, której przejście trwa około 45 minut. Można także wypożyczyć łódkę i zaprosić drugą połówkę na romantyczny „rejs” po jeziorze 😉 Koszt wypożyczenia małej 3-osobowej łódki na 40 minut to 15 Euro.

Wyżni Podkrywański Chodnik

Łódki to ciekawy sposób spędzenia czasu, zwłaszcza, że po polskiej stronie Tatr takich atrakcji nie ma. Przyjechaliśmy jednak chodzić, a nie pływać, więc od razu kierujemy się na znakowany na czerwono Wyżni Podkrywański Chodnik, będący częścią Magistrali Tatrzańskiej. Widoki budzą mieszane uczucia. Z jednej strony ogołocony z drzew las, co jest bezpośrednim efektem wichur które przeszły tędy w 2004 roku. Z drugiej jednak, w ten sposób matka natura otwarła przed nami piękny widok na góry, a w wiatrołomach licznie kwitną różowe wierzbówki kiprzyca.

Po około godzinie, szlak na Krywań dociera do rozdroża przy Jamskim Stawie. Nie widać stąd jeziorka, ale jest niedaleko, więc jeśli ktoś ma ochotę, można podejść. Jeziorko zobaczymy również później z góry. Przy rozdrożu znajdują się zadaszone ławy, więc można tutaj wygodnie usiąść, odpocząć i coś przekąsić.

Przy Jamskim Stawie w górę

Na rozdrożu, zgodnie z szlakowskazem, szlak na Krywań biegnie w prawo. Schodzimy więc z Magistrali Tatrzańskiej i zmieniamy szlak na niebieski. Dotychczas droga nie była zbyt męcząca. Dopiero teraz ścieżka będzie prowadzić mocniej w górę. Początkowo idziemy lasem, zaraz obok strumienia. Niższe partie nie wyglądają zbyt zachęcająco. Bardzo dużo drzew jest uschniętych i powalonych. Dopiero nieco wyżej las wygląda na bardziej żywy. Z każdym metrem w górę, roślinność jest coraz niższa. Po pewnym czasie zostają już tylko niewielkie kosówki, a potem same skały. Na szczycie przed nami widać już siedzących turystów, ale nie jest to jeszcze Krywań, a jego młodszy brat – Mały Krywań przez który biegnie szlak na główny szczyt. Trawersujemy zbocze i dopiero wówczas otwiera się przed nami imponujący widok na Wielki Żleb i główny szczyt Krywania.

Najpierw Mały Krywań, a potem…

Tak blisko, a jednak tak daleko. Przed nami solidne podejście, które bez wątpienia trochę nas zmęczy. Mnie w sumie zmęczyło nawet bardziej niż trochę… Na szczyt wchodziłem już chyba tylko siłą woli, ale to głównie przez słońce i niesamowity upał, który dał mi w kość. Do tej pory na szlaku nie spotkaliśmy zbyt wielu osób, aż nagle zrobiło się tłoczno. Pewnie dlatego, że dotarliśmy do miejsca, gdzie nasz szlak na Krywań łączy się z jego drugą wersją, czyli drogą z Trzech Studniczek. Do tego na stromym podejściu po skałach lubią robić się zatory. Ilość osób i tak jest natomiast znacznie mniejsza, niż np. podczas podejścia na Rysy. W miejscu, gdzie krzyżują się szlaki należy skręcić w prawo i w ten sposób wejść na grzbiet, a potem na wierzchołek Małego Krywania. Kiedyś z rozdroża droga prowadziła prosto w górę, ale zmieniono układ szlaku. Następnie z Małego Krywania schodzimy na niewielkie siodło, gdzie dochodzi stara ścieżka i zaczynamy główne podejście.

W tym miejscu dość często przydadzą się nam ręce. Podejście będzie wymagało delikatnej wspinaczki, ale niewiele miejsc może sprawić kłopot. Na bardziej wymagających fragmentach, pamiętajcie o zasadzie trzech punktów podparcia. Szlak na Krywań pokonujemy po około 4,5 godziny od wyjścia ze Szczyrbskiego Jeziora. Z Trzech Studniczek idzie się mniej więcej godzinę krócej.

Krywań!

Główny szczyt to wygięta w łuk, około 15 metrowa grań. Mniej więcej na środku znajduje się charakterystyczny dwuramienny krzyż, którego kształt już nierozerwalnie łączy się z Krywaniem. Zobaczymy go nie tylko na fladze Słowacji, ale także bitych na Słowacji eurocentach.

Teraz pora na chwilę odpoczynku, obowiązkowe zdjęcie przy krzyżu i nacieszenie oczu widokami. Panorama ze szczytu jest bardzo szeroka. Widać m.in. Koprowy Wierch i Mięguszowieckie Szczyty, Rysy oraz Łomnicę, Wysoką, Gerlach czy Kończystą. Na wierzchołku Krywania bywa tłoczno, więc dość szybko zbieramy się do zejścia. Powrót do Szczyrbskiego Jeziora zajmie około 3,5 godziny.

Ostatnie rady na koniec. Jeśli będziecie się kiedyś wybierać na Krywań, sprawdźcie kiedy dokładnie organizowane jest przez Słowaków narodowe wejście. Z reguły jest to weekend w okolicach 15 sierpnia. Wówczas na szczyt wchodzi nawet po 500 osób jednocześnie. W takim tłoku wędrówka nie należy do przyjemnych, więc warto wybrać inną datę.

Pamiętajcie także, że akcje ratunkowe na Słowacji są płatne. Nawet skręcenie kostki może być kosztowne. Warto więc wykupić ubezpieczenie, które kosztuje zaledwie kilka złotych za dzień. Listę ubezpieczycieli, znajdziecie na stronie internetowej HZS (słowacki odpowiednik TOPR/GOPR) pod adresem hzs.sk/poistenie.

Polecam

To by było na tyle. Mam nadzieję, że spodobała Wam się wędrówka. Polecam także inne artykuły prosto ze Słowacji:

Komentarze