Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Zamek w Bobolicach

Oby jutro nie padało. Jeśli nas zleje pierwszego dnia, to cały wyjazd będziemy mokrzy – powiedziałem do Andżeliki w sobotę wieczorem. Z tą myślą położyliśmy się spać. Być może dlatego tej nocy nie spałem zbyt dobrze. Nad ranem obudził mnie znajomy dźwięk kropel deszczu odbijających się od dachu…

Rowerowy Szlak Orlich Gniazd

W ten niezbyt pozytywny sposób rozpoczął się nasz wyjazd na Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Okazało się jednak, że deszcz padał tylko rano pierwszego dnia, a przez większość czasu pogoda była świetna. To się nazywa mieć szczęście 🙂

W poprzednim artykule wspominałem, że wycieczkę szlakiem Orlich Gniazd zwykle rozpoczyna się w Krakowie, a kończy w Częstochowie. Woleliśmy jednak przybliżać się do domu, a nie oddalać, więc w naszym przypadku kierunek był odwrotny. Z Krakowa do Częstochowy dostaliśmy się pociągiem. Byłem bardzo zaskoczony jakością wagonu. Stojaki na rower, rozkładane fotele, drzwi na przycisk i czysta toaleta. Dawno nie jechałem PKP, więc była to miła niespodzianka, porównując z tym co pamiętam z przeszłości. Do Częstochowy skład dotarł punktualnie. Zgodnie z planem, zaraz po 7 rano mogliśmy więc rozpocząć naszą wycieczkę na Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Po włączeniu mapy w telefonie, na którą wcześniej zgrałem plik GPX z trasą, ruszyliśmy w kierunku naszego pierwszego celu tego dnia, czyli Zamku w Olsztynie.

Jeśli w przyszłości również chcielibyście się wybrać na Rowerowy Szlak Orlich Gniazd, plik z trasą możecie pobrać ze strony orlegniazda.pl. Następnie można go wgrać np. do darmowej aplikacji Traseo. Sam skorzystałem właśnie z takiego rozwiązania. Mapę z zaznaczoną trasą można pobrać na telefon, co jest dużym plusem, bo mamy dostęp do nawigacji również, gdy jesteśmy poza zasięgiem internetu.

Przez województwo śląskie

Szlak rozpoczyna się w Częstochowie przy Starym Rynku. Stąd początkowo jechaliśmy asfaltową drogę, ale niezbyt długo. Byliśmy jeszcze wypoczęci, więc te kilka kilometrów po asfalcie przejechaliśmy stosunkowo szybko. Potem wjechaliśmy w las. Piesze wędrówki przyzwyczaiły mnie, że ścieżka leśna jest zawsze lepsza od asfaltu. Na wyjeździe przekonałem się jednak, że może być odwrotnie. Gdy mój tyłek był już zmasakrowany od siodełka, miałem wręcz łzy w oczach, musząc skręcić z wygodnego i równego asfaltu, na wyboistą leśną ścieżkę. Takich sytuacji było całkiem sporo. Podobne odczucia miała Andżelika. W zasadzie to była w jeszcze gorszej sytuacji ode mnie, ze względu na znacznie mniej wygodne siodło. Jak sama mówi, tylko spodnie kolarskie z tzw. pieluchą uratowały jej tyłek przed totalnym unicestwieniem 😉

Zamek w Olsztynie

Pierwszy dłuższy przystanek zrobiliśmy w Olsztynie. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd przejeżdża obok zamku. Trzeba więc na chwilę zjechać z wyznaczonej drogi. Tak jak zresztą w przypadku większości pozostałych Orlich Gniazd. Zamek w Olsztynie widać jednak z daleka, więc bez problemu trafiliśmy na miejsce.

Zamek, a w zasadzie ruiny są dostępne od godziny 9. Wstęp jest płatny i w przypadku osoby dorosłej kosztuje 5 zł. Bilet ulgowy to natomiast koszt 3 zł. Ponadto, za dodatkowe 3 zł można także wejść na wieżę widokową. Gdy dojechaliśmy na miejsce była jeszcze zamknięta, więc nie wiem jaki dokładnie jest z niej widok, ale jest dość niska, więc wydaje mi się, że nie różni się specjalnie od tego z wzgórza parę metrów niżej.

Niestety na miejscu brak jest stojaków, do których można przypiąć rowery. Zresztą jest to problem większości zamków na szlaku Orlich Gniazd. Skoro obok prowadzi szlak rowerowy, to warto by było zorganizować miejsce, w którym można bezpiecznie zostawić jednoślady. Niestety w większości przypadków o tym nie pomyślano. W Olsztynie przypięliśmy rowery do balustrady przy schodach.

Zamek i rezerwat „Ostrężnik”

Po wyjeździe z Olsztyna zorientowaliśmy się, że mamy już prawie godzinne spóźnienie, a przecież nie jechaliśmy ani bardzo wolno, ani nigdzie nie zatrzymywaliśmy się na dłużej. Czyżby więc zarezerwowane na wycieczką dwa dni to za mało? Później okazało się, że zdecydowanie tak. Jeśli jest się rowerowym wyjadaczem lub chce tylko przejechać szlak bez dłuższego zwiedzania, to ten czas być może jest wystarczający. Ale przecież nie po to wybieramy się na szlak Orlich Gniazd, aby żadnego nie zobaczyć. Jeśli więc drugi raz miałbym przejechać tę trasę, to zdecydowanie rozłożyłbym ją na trzy, a może i nawet cztery dni.

Do rezerwatu „Ostrężnik” dotarliśmy po godzinie 12, pokonując ponad 30 km. Ruin nie widać z drogi, więc trzeba uważać, aby się nie zajechać. My to właśnie zrobiliśmy, ale na szczęście nie pojechaliśmy zbyt daleko. Z zamku pozostały już w zasadzie tylko fundamenty. Po wjechaniu do „Ostrężnika” po lewej widać restaurację, a ścieżka prowadząca do zamku znajduje się po prawej. W jej znalezieniu pomoże znak kierujący do zamku i tablica „GOPR OSTRZEGA”. Oczywiście znów nie specjalnie jest gdzie przypiąć rower…

Do „Ostrężnika” dojechaliśmy lasem. Droga nie była zbyt wygodna ze względu na wiele miejsc z wysypanym sypkim piachem. Z radością więc przywitaliśmy asfaltową ścieżkę, do tego zamkniętą dla ruchu samochodowego. Dalsza jazda była więc przyjemna, ale zmęczenie już dawało o sobie znać. Do tego słońce zaczęło mocno grzać i kończyła nam się woda. Wyobraźcie więc sobie moją radość, gdy przed oczami pojawiła mi się lodziarnia i sklep spożywczy 😉 Dotarliśmy do miejscowości Żarki, gdzie zrobiliśmy drobne zakupy i zjedliśmy naprawdę pyszne lody 🙂

Zamki w Mirowie i Bobolicach

Schłodzeniu i mocniejsi dzięki porządnej dawce kalorii, przejechaliśmy do Zamku w Mirowie. Ten fragment drogi także był przyjemny. Tak jak poprzednio, prowadził zamkniętą dla samochodów asfaltową ścieżką. Dość szybko pojawiliśmy się więc pod Zamkiem w Mirowie. Właściciel ruin jest ten sam, co zamku w sąsiednich Bobolicach. Różnica w wyglądzie jest jednak znacząca. Zamek w Bobolicach został już odrestaurowany i można zwiedzać go również od wewnątrz. Niestety wejście jest stosunkowo drogie. Koszt biletu normalnego to 15 zł, a ulgowego 10 zł. Na Zamku w Mirowie trwają natomiast prace. Z tego względu nie ma możliwości wejścia do środka.

Legenda głosi, że zamki należały do dwóch bardzo podobnych do siebie braci. Jeden wyjechał na wojnę i wrócił z ogromnymi skarbami oraz piękną dziewczyną. Skarbami się podzielił, ale dziewczynę chciał zatrzymać tylko dla siebie. To co stało się dalej, dobrze oddają słowa piosenki Krzysztofa Krawczyka „żony nie dałem, żonę wziąłeś sobie sam”. Zdrada doprowadziła do zabójstwa, a to do ogromnych wyrzutów sumienia i alkoholizmu. Ot taki średniowieczny melodramat 😉

Zamek „Bąkowiec” w Morsku

Jedźmy dalej, bo czas nagli. Kolejnym miejscem, które odwiedzimy jest Zamek „Bąkowiec” w Morsku. Jednak wcześniej będziemy mijać Górę Zborów i mieszczącą się przy niej Jaskinię Głęboką. Jeśli wystarczy Wam sił i czasu warto zwiedzić te miejsca. Jaskinia jest stosunkowo łatwo dostępna i w całości oświetlona. Czas zwiedzania to około 40 minut. Koszt wstępu wynosi 12 zł (normalny) i 9 zł (ulgowy).

Do Zamku „Bąkowiec” dojeżdżamy lasem. Droga w dużej części prowadzi pod górę i po sypkim, męczącym nogi piachu. Nie najlepiej wspominam ten fragment. Do tego byliśmy już mocno zmęczeni. Te około 70 km dało nam w kość i powoli zaczynaliśmy myśleć o dłuższym odpoczynku. Na szczęście Podzmacze, gdzie mieliśmy nocleg było coraz bliżej.

Wracając jednak jeszcze na chwilę do Zamku „Bąkowiec”, jako ciekawostkę warto wiedzieć, że budowla sąsiaduje z czynnym ośrodkiem wypoczynkowym, na terenie którego znajduje się stok narciarski. Oczywiście nie jest on zbyt duży, ale i tak jest to dość zaskakujące biorąc pod uwagę raczej płaski rejon Jury.

Zamek Ogrodzieniecki w Podzamczu

Do Podzamcza droga prowadzi już asfaltem. Na miejsce dojeżdżamy o 18:30, czyli po prawie 12 godzinach od wyjazdu z Częstochowy. Przejechaliśmy ponad 85 km. W tym momencie żałuję, że nie poćwiczyłem więcej przed wyjazdem, bo tyłek boli okrutnie, a nogi mam jak z waty. A przecież przed nami kolejny, jeszcze cięższy dzień… Planowaliśmy zwiedzić od środka Zamek Ogrodzieniec i Gród na Górze Birów. Wieczorem nie mieliśmy jednak siły, a rano już czasu. Do tej pory jestem na siebie zły, że nie poznałem dokładniej tych miejsc, bo są jednymi z ciekawszych atrakcji szlaku.

Warto wiedzieć, że zamek Ogrodzieniecki został wzniesiony na najwyższym wzgórzu Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Piękne ruiny często były wykorzystywane jako scenografia m.in. podczas kręcenia serialu Janosik, czy Zemsty w reżyserii Andrzeja Wajdy. Łączony bilet wejścia na zamek i do grodu to koszt 16 zł (normalny) lub 11 zł (ulgowy).

Polecam także

Artykuł o Szlaku Orlich Gniazd składa się z trzech wpisów. Obecnie czytasz część drugą. Dalej szlak będzie już prowadził przez małopolskę.

  1. Szlak Orlich Gniazd, czyli jak wypocząć aktywnie w otoczeniu historii i przyrody
  2. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Jednośladem przez śląskie
  3. Rowerowy Szlak Orlich Gniazd. Jednośladem przez małopolskę

Komentarze